za nami kwiecień- mój ulubiony miesiąc. A w tym roku zupełnie wyjątkowy:)
Poza tym był to najbardziej zabiegany miesiąc jak do tej pory. Wyobraźcie sobie całkowity remont domu z rocznym(tak Lucky własnie skończył roczek) dzieciem u boku, jednoczęśnie przygotowania do przeprowadzki, projektowanie i realizacja rozwiązań do nowego domu, a życie toczy się dalej i oczywiscie wszystkie bieżące sprawy równiez należy ogarniać. Nie polecam nikomu.
Zrobiłam to - oddałam ogranizacji charytatywnej całe mnóstwo worków z ubraniami sprzed lat. Jeszcze mysłałam by to wszystko posegregować wystawić na sprzedarz...ale po co? Dla kilku euro? Mam nadzieję, że komuś innemu posłużą a pieniadze ze sprzedarzy powedruja do tych którzy naprawdę ich potrzebują. Dla tych którzy nie wiedzą a mieszkają w Holandii- takim miejsce jest lokalny kringloop, w większych miastach jest ich zwykle kilka. Należy wybrać taki którego dochód trafia na dobry cel bo są i takie komercyjne kringloopy, którego właścicielami są osoby prywatne i to w ich kieszenie płyną zyski.
I czuję się z tym o niebo lepiej i lżej:)
7 kwietnia odebraliśmy klucze do nowego domu i trwa remont - czytaj totalna demolka. Zdjęć z tego etapu Wam oszczędzę:)
Podczas zakupów w marketach budowlanych gdy mój mąż rozglądał się z Luckym za narzędziami do demolki ja poszalałam w dziale ogrodniczym i kupiłam kilka roślin do ogrodu i nasiona też. Bo wreszcie spełnia sie moje marzenie i będę miała własny ogródek:)
A kupiłam m.in: rabarbar , piwonie, konwalie, i rożne letnie kwiaty w kolorze białym:)
Ach no i ostatnio króluje u mnie rabarbar pod wszelką postacią.Tutaj lemoniada rabarbarowa lub jak ktoś woli bardziej swojsko - kompot;)
Urodzinowy obiad w Timboektoe.
Część prezentów pokazywałam tutaj. Dostałam też kolejne pudełeczko od Rituals:)
A'propos Rituals - wylansowało nową limitowana kolekcję THE RITUAL OF KARMA - poważnie zastanawiam sie nad zakupem mimo iż produktów Rituals u mnie pod dostatkiem:)
Lucky dostał prezent od dziadka- krowę. Tak, tak - prawdziwa łąciata holenderska krowa:)
Obejrzałam w kwietniu:
Marsjanin- film dobry ale nie tak dobry jak książka.Polecam obejrzeć ale nie dzień po przeczytaniu książki.
Greys Anatomy serial -to, że uśmiercili McDream'iego to im nigdy nie wybaczę ale mimo to nadal ogladam.
Długo wyczekiwany Games of Thrones. Jak w poprzednich sezonach trup ściele się często i obrazy są coraz bardziej drastyczne...niektórzy umierają a niektórzy powstają z martwych...:)
Przeczytałam
Minimalizm po polsku -Anna Mularczyk-Meyer czyli dlaczego polacy to chomiki i konsumpcjoniści. Dlaczego tak trudno nam się rozstawać z przedmiotami, co ma do tego nasza wiara. Bardzo ciekawa pozycja niekoniecznie dla adeptów mimimalizmu.Co mi sie spodobało najbardziej to stwierdzenie iż posprzątanie szafy to jeszcze nie minimalizm. Ja mimimalistką nie zostanę, ale takie książki dużo mi uświadamiają i mam nadzieję w przyszłości pozwolą dokonywać rozsądniejszych decyzji życiowych i zakupowych.
Lawendowy pokój - Nina George - widzę tytuł i myślę to będzie lekka książka o kobiecie z bagażem doświadczen (patrz okładka) która porzuca wszystko i jedzie do Prowansji by tam odnaleść siebie...Hmmm..ano nie. Jak się okazuje głównym bohaterem jest pięćdziesięcioletni Jean Perdu- pierdoła jak go nazywałam przez cąłą ksiażkę, pierdoła która przez 20 lat cierpii opłakuje utraconą miłość, jednocześni prowadzi sklep z książkami o nazwie "Apteka Literacka" i sprzedaje w niej książki które mają pomóc na różne dolegliwości duszy. Jednak sam sobie nie potrafi pomóc...Wszystko opisane tak męczącym, skomplikowanym literackim językiem że głowa boli i nie ma mowy ani o odprężeniu czy relaksie. .Ktoś powiedziałby że piękna, smutna historia wyrążona pięknym literackim językiem. Niestety nie dla mnie. Nie polecam. Muszę wspomnieć, że na samym końcu autorka podaje bodajże 3 przepisy na prowansalskie potrawy.
Zdenkowałam:
YVES ROCHER - Pur Camille - delikatne husteczki do demakijażu - kupiłam pochlebnymi komentarzami i postanowiłam je wypróbowac choć do zmywania używam zwykle czysty olej kokosowy ale czasem gdy oglądam TV mam ochotę zmyć pierwsza warstwę makijażu. Myślałam,że sobie oczy wydrapię, tak mnie piekło! Co za cholerstwo. Użyłam raz i to nie do końca i na więcej nie mam ochoty. Resztę zużyłam do mycia toalety bo tylko do tego się nadają. Bubel i odradzam.
Montagne Jeunesse - maseczka Amore Rose -maseczka z różą damasceńską i olejkiem marula. Kolejna fajna maseczka tej firmy była w dwupaku z
Montagne Jeunesse - maseczka Mud Pac - minerały z morza martwego i algi morskie. Jw.Polecam
Holika Holika - Baby silky foot -Peeling do stóp. Na rezultat trzeba poczekać 7 dni, ale warto zwłaszcza gdy sezon odkrytych sóp tuż tuż. Dla zainteresowanych proponuję ten filmik, ale uwaga, nie polecam go oglądać podczas jedzenia.
Ziaja- Liście zielonej oliwki - skoncentrowany krem oliwkowy - zwykły krem na dzień, odrażający chemiczny zapach i konsystencja towotu ( na opakowaniu jest napisane iż jest to lekki, nietłusty krem -buhaha)to dwa ogromne minusy. A poza tym krem jak krem. Nie będę za nim tęsknić i zapewne nigdy więcej nie kupię.
Lush -coalface- mydło do twarzy z węglem drzewnym, po umyciu twarz jest miękka, gładka i aż piszczy pod palcami. Wystarcza na bardzo długo.Polecam.Sama mam jeszcze kilka kawałków i mam zamiar dalej je zuzywać.
Mydlarnia u Franciszka - mydło na wagę o zapachu pomarańczy, bardzo delikatne mydło do mycia ciałą, używałam je 4 miesiace więc jest bardzo wydajne. Polecam i w zapasie mam jeszcze dwa które dostałam w prezencie:)
Yves Rocher- maskara SexyPulp, szczota wieksza od mojego oka utrudniała precyzyjne rozczesanie, i choć bardozo dobrze rozdziela rzęsy to więcej się na nią nie skuszę.
Wyrzucam lakiery:
Essie - Liliacism- miałam ochotę na lawendowy kolorek na paznokciach a niestety lakier zgęstniał i do niczego sie nie nadaje.Buu:(
Loreal- Color Riche nr 305 koralowy,jw
Loreal -Color Riche beżowy, jw
Rimmel -SalonPro 323 Riviera Red jw, kolejne buu, śliczna klasyczna czerwień:)
Revlon -Colorstay-piękny pastelowy żółty, lakier ma tak dziwną konsystencję,ze żadne triki nie daja rady, nie jestem w stanie go ładnie nanieść na paznokcie, jedna warstwa jest przeźroczysta. Przy dwóch warstwach i więcej lakier się roluje i nie zasycha.Porażka
Dziwne, wczęsniej kupiłam chyba dwa razy zółty lakier różnych firm ale wystąpił ten sam problem, lakier nie kryje a przy drugiej warstwie nie zasycha, smuży i od razu się odbija.
Do usłyszenia i pozdrawiam wiernych podglądaczy,
ABily

Najlepsze życzenia dla Lucky'ego!
OdpowiedzUsuńRemont , wykańczanie domu - to prawdziwa rewolucja, przechodziłam to ;-)
Trzymajcie się dzielnie :-)pozdrawiam majowo
ja tez kwietniowa dziewczynka ;) Najlepszego dla malucha
OdpowiedzUsuńa lakiery wykorzystuje jeszcze do sempelków...
pozdrawiam
Wydarzeń tyle, że zapewne kilku osobom mogłabyś "powierzyc" i by się nie nudziły;-) Mimo wszystko to wierzę, że jesteś w swoim żywiole, spełniasz marzenia! Ogród, dom i ta krowa! Bardzo chcialabym ją zobaczyc!
OdpowiedzUsuńPodobają mi się Twoje wpisy - miesięczne raporty!
Pozdrawiam!